Tomasz Adamski o swoich wierszach mówił: "Moje wiersze w przeciwieństwie do muzyki, którą komponowałem, nie mają charakteru publiczno-manifestacyjnego. Są wyciszone i mówią o sprawach fundamentalnych jak: czas, przestrzeń, śmieć. Wydaje mi się, że są zderzeniem przemyśleń natury ogólnej z konkretną sytuacją. Mimo to, istnieją jakby poza światem, zrodzone w moim prywatnym laboratorium. Ktoś kiedyś powiedział, że moje wiersze są jak małe fotografie. I rzeczywiście, tylko tyle, że utrwaliłem na nich swój świat wewnętrzny przesiąknięty obsesyjnym poszukiwaniem własnej istoty." (Tylko Rock 11/1992)
Pierwszy tomik wierszy (nazywany "zielonym tomikiem") ukazał się w 1991 roku (druk ukończono w grudniu 1990 r.). Wiersze są datowane, ostatni z nich napisany został 15 listopada 1990 r. Osiemdziesięciostronicowa książeczka wydana została przypuszczalnie własnym sumptem przez Tomka Adamskiego, w każdym razie nie znajdziemy w niej jakichkolwiek informacji o wydawcy. Poniżej zamieszczam kilka tekstów z tomiku. Żeby nie dokonywać subiektywnego wyboru, wrzuciłem po prostu wiersze ze stron: 1, 21, 41 i 61.
Ok. 1998 roku, także własnym sumptem Tomasz wydaje "Wiersze II" z podtytułem "Wybór 1990-1997". Choć wydaje to chyba złe określenie - jest to ksiązeczka wydrukowana na zwyklych kartkach A4 i zszyta najprostszym zszywaczem. "Naklad" przypuszczalnie nie przekroczyl stu egzemplarzy. I analogicznie do zielonego tomiku, na stronie zamieszczam wiersze opublikowane jako pierwszy, dwudziesty pierwszy itd.
Prócz tego wiersze Adamskiego publikuje "Brulion" oraz "Nowa Próba" (zob. fragmenty twórczości Tomka na stronie "Nowej Próby").
Ogromne podziękowania dla Radka Sączka za pomoc w zdobyciu wierszy Tomasza

***

Jak zapyta mnie
A dzień utknie w skwarze południa
Położę swoje ciało na puchach
I kwiaty rozsypię
I świeżą wodę rozleję w suche usta
Jak zapyta mnie
A noc pochłonie dzikie pola i sady
Wezmę sękaty kij i świecę
Której cisza wyrośnie daleką melancholią
Jak zapyta mnie
Powiem że jestem gotów
I zacznie się pora ciągłych deszczów
A moje okna wciąż przezroczyste
Będą oglądać nikomu

przed 1987

***

Pan Mirosław jest uderzająco podobny do Matki
Boskiej co jest powodem jego licznych kompleksów.
Wszyscy odwrócili się od niego oburzeni tą komercją
i coraz częściej rozmawiają w swoich domach
o prawdziwych świętych, nadużywając alkoholu.

przed 1987

***

Któregoś wieczoru przebrałem się w kogoś
Kogo nie ma
I idąc do ludzi
Nie miałem na myśli konkretnego człowieka
A nawet właściwie nie szedłem do ludzi
Tylko najprawdopodobniej
Wypuściłem się wieczorem na miasto

1987

***

Ulica jak inne
Parę słupów
Kilka drzew
Ktoś spaceruje
Jesienią albo zimą

10 lutego 1988


"Wiersze II"
(wybór)

Wczoraj ktoś rzucił śnieżką w moje okno. Mógł to być każdy, a jednak z pewnością to była ta, a nie jakaś inna osoba. Ale dlaczego akurat ona? Dlaczego właśnie ja? A może ten ktoś celował w jakieś inne okno!? Tak, to mógł być zupełnie ktoś inny, mógł celować w zupełnie inne okno.

7.01.95

***

Na peryferiach czasu, w małym pokoju alkoholika, muchy szybują wokół zwisającej z sufitu, skąpo świecącej, poczerniałej żarówki. Jest noc, godzina druga piętnaście. Słychać chaotyczne obracanie klucza w zamku. Wchodzi pijany mężczyzna, zatacza się i pada nieprzytomny na stary, zatłuszczony siennik.

8.07.97

***

Znalazłem kij na drodze. Niby zwykły kij, jakich wiele, a jednak jedyny w swoim rodzaju. Podniosłem go i przyjrzałem mu się uważnie z bliska: "Niesamowite, że nic się na tym świecie nie powtarza, że wszystkiego jest tylko po jednym egzemplarzu...!" Przez chwilę stałem tak, urzeczony jego wymyślnym kształtem i w końcu rzuciłem go z powrotem na drogę i poszedłem dalej.

18.05.93

***

Jeszcze raz spoglądam
Na stary, dobrze znajomy mi stół
I na wyszczerbiony kubek
Stojący przy cukiernicy
Jeszcze raz przemierzam wzrokiem
Puste ściany mojego smutnego pokoju
I wiem jedno: już nigdy tu nie powrócę
I nagle przenika mnie jakiś daleki głos
Jakbym trzymał koniec
Nieskończenie długiej nici
A więc już czas, pora iść

2.10.92

***