Wywiad zamieszczony w 9 numerze "Pasażera"; podziękowania dla Łukasza Medekszy za jego przesłanie i dla Bezkoca za zgodę na zamieszczenie wywiadu na stronie

Sądząc po ilości różnych kolesi proszących o przegranie jakichś staroci, to ciągle sporo ludzi ma odpał na rzęchy sprzed lat. Mimo, że niby fajnie i że w sumie sam kiedyś miałem coś podobnego, to po pewnym czasie staje się to nieco karykaturalnym zjawiskiem. Czasami np., jak zauważyłem, przybiera to wręcz formę zaślepienia, które polega na zablokowaniu się w szufladce "starocie". A jest przecież tyle istniejących kapel, które mają o wiele więcej do zagrania i - co ważniejsze - powiedzenia niż bandy sprzed lat. Wszystko polega na odpowiednich proporcjach, które uległy chyba zachwianiu także w "Pasażerze". (...)

Ale na razie póki co, przedstawiamy wywiad, który po przejściu przez dziesiątki rąk, drogą, której nie potrafiłbym nawet zrekonstruować został zrobiony i dotarł z powrotem do naszej centrali. Przed państwem kultowy zespól polskich załogantów, sensacja 1984 roku, czyli SIEKIERA. Tak już bez żartów, to mimo tego ogromnego i czasami przerysowanego kultu, nie da się ukryć, że jak na tamte czasy zespół bardzo oryginalny, nowatorski, do przodu niesamowicie, a przy tym, obok całego swojego załoganctwa, powiedzmy sobie - artystyczny.

Wywiad przeprowadził Parasol, opowiadał ex-basista starej i nowej Siekiery Darek Malinowski - Malina. Rozmowę przeprowadzono 22.XI.95 w Wólce. Pytania podrzucił Martin Eden.

- Właściwie skąd się wzięła SIEKIERA?

- Siekierę założył Adamski, Budzyński, Sex i perkusistą, którego nie znam. To był rok 1982, początkowo nazywali się TRAFO. Nazwę Siekiera wymyślił gościu, który nie był z zespołu, w ogóle taki starszy koleś, który jechał z Nałęczowa z Budzyńskim. Po prostu powiedział na temat tej muzyczki - "siekiera", że to jest muzyka jak siekiera.

- Graliście tak ostro i niepowtarzalnie jak na tamte czasy, że nie sposób znaleźć wam jakieś odpowiedniki muzyczne. Kto w największy sposób zdecydował o kształcie waszej kapeli?

- O kształcie muzycznym kapeli zdecydował najbardziej Adamski i Budzyński. Chociaż Adamski miał największy wpływ.

- Zacznijmy jednak od początku. Skąd punk w Puławach?

- Z Londynu, poprzez Warszawę.

- Nie było chyba żadnego środowiska przed wami?

- Nie. Punkowego nie było. Hipisowskie było silne.

- I ćpuńskie.

- Ćpuńskie akurat nas nie dotyczyło jako muzyków.

- Wygląda, że załoga Puławy to w porywach kilkanaście osób. Ja jednak uważam, że załoga Puławy to "pociąg anarchistów", jadący wiosną 84 na imprezę do Remontu - kilkadziesiąt osób z Puław, Nałęczowa, Kocka, Dęblina - to oni, w tym także ja - Parasol, byli waszymi pierwszymi i chyba wiernymi odbiorcami.

- Z tym to różnie... do kilkudziesięciu osób nawet. Masz rację, że to chyba właśnie koncert w Remoncie ukazał tę całą załogę. No tak... Janek dostał wtedy w dziób od bramkarza, w ogóle za nic, za to, że najlepiej wyglądał ze wszystkich i tańczył.

- Nie grałeś w Siekierze od początku?

- Na pierwszym koncercie, który odbył się w "Mozaice" na którym były zupełnie przypadkowe osoby, albo i nieprzypadkowe... Ten koncert był może w 81 albo 82 roku i ja grałem tam w innej kapeli. Był to taki przegląd kapel puławskich.

- Czy było wtedy coś w stylu punk, fala?

- Nie. Szczególnych takich podziałów nie było. Grało się w ogóle to, co się gdzieś zasłyszało. Rzadko grało się coś własnego. Akurat Adamski grał coś własnego, można powiedzieć.

- Niejako bliskość Warszawy nasuwa myśl, czy mieliście dostęp do muzyki punk i innych nowinek stamtąd?

- Nie, z Warszawą w tamtym okresie nie mieliśmy żadnych układów. Zmieniło się to trochę po nagraniu "Aleksandrii" - już po przepoczwarzeniu się z punka w nową falę... Wcześniej był gościu, który przywoził taką muzykę: Exploited, Sex Pistols - to właśnie przyjeżdżało z Londynu poprzez Warszawę - czyli właściwie nie wiadomo czy to kontakt z Warszawą, czy z Londynem, sercem tej muzyki. Nie wiadomo jak i nie wiadomo z kim. Po prostu przez muzykę. Wymiana duchowa. A przywoził ją tutaj mogę powiedzieć, koleś, Hipis się nazywał, przywoził ją z Warszawy od gościa z Anglii.

- Zaczynał Budzyński na początku lat 80-tych, potem doszedł Dzwon - czy taka była kolejność?

- Zupełnie inaczej. Budzyński z Dzwonem chodzili do jednej szkoły. {UWAGA - sprostowanie Tomka Budzyńskiego (2001) "nigdy nie chodziłem z Dzwonem (Adamskim) do szkoły" - przypis dada, dzięki Grzegorz}

- Dzwon miał podobno wcześniej własną kapelę?

- Grał sobie na gitarze z kolegami w domu. To nie było nic szczególnego - nie nazywało się kapelą. Tylko chłopaki nie mieli co robić, to sobie grali zamiast pić wino czy dawać sobie w żyłę - no taka prawda, nic nie kituję. Budzyński był kolegą Adamskiego ze szkoły, chyba nawet z liceum plastycznego - tam się poznali.

- A w jaki sposób zetknąłeś się z Siekierą?

- Wiesz, zespół chciał się rozwijać - chodzi mi o Budzyńskiego i Adamskiego - oni wymienili sekcję rytmiczną, w której był właśnie niejaki SEX i perkusista, którego nie pamiętam. Szukali muzyków, różni tam się zgłaszali i akurat ja się trafiłem. Przypadkowo zupełnie, miałem wtedy 18 lat, miałem swój zespół, który się nazywał... Słabo się nazywał i nie wymienię nazwy. Teraz by go nazwał The Kask na tamte czasy.

- A muzyka jaką grałeś z tym The Kask. Czy miała jakiś związek z punk rockiem, falą?

- Albo Space Kask bym go nazwał... Grywaliśmy kawałki grupy BRAK, nawet Oddział Zamknięty nas kręcił. Wiesz, to były lata ostrego komunizmu - wiesz, to i tak wysoko mierzyliśmy. O jeszcze Motorhead - bardzo lubiliśmy grać Motorheada, przerabialiśmy ich różne utworki, Lemmiego Kilmaistra.

- Bardzo głośny był wasz koncert w Remoncie - wiosną 84 - wspomnijmy to zdarzenie.

- No głośny był, namieszaliśmy tam można powiedzieć. To był pierwszy koncert taki bardzo konkretny. Przygotowywaliśmy się do niego z miesiąc, lub nawet więcej. Codzienne próby - ostre próby w towarzystwie lubelskich punkowców i w ogóle różnych punkowców, co pili i denaturat i nas chcieli częstować.

- Czy pamiętasz coś szczególnego z tego koncertu. Na przykład mnie, hehe?

- Nawet siebie nie pamiętam z tego okresu.

- Pamiętam Dzwona, który wtedy zrobił na mnie duże wrażenie.

- No właśnie, on już był wtedy mniej więcej ukształtowaną osobowością - miał 24 lata, tak że to była duża różnica. A poza tym byłem basistą - można powiedzieć tylko basistą i nie miałem za wiele do powiedzenia, ale ja lubiłem cień, bo Adamski i tak był wysoki i fajnie mnie chronił. Wracając do koncertu w Remoncie - koncert był przygotowany na pół godziny a zagraliśmy go w 15 minut - czyli utwory były dwa razy szybsze. Były w ogóle takie tempa że właściwie przypominało to pędzący samochód lub pociąg, któremu koła zaczęły się już odkręcać w drugą stronę. W międzyczasie między utworami - muszę to powiedzieć - Janek dostał w pysk i wtedy przerwałem granie. Byłem zbuntowany, miałem tylko 18 lat i nie byłem żadnym silnym facetem...

- Wspomnę sławną już odzywkę Budzego - "Świry do przodu - próchno za drzwi". Chyba to jeszcze bardziej rozwścieczyło warszawiaków i tak już stojących jak słupy soli - gdyż z Remontu trzeba było spadać szybko nie wysłuchując koncertu Xenny, która miała wtedy grać jako gwiazda.

- Panowie z Warszawy z reguły są zimni i chyba nie warto tego wspominać. Pozostawmy to.

- Współtworzyliście apogeum starego polskiego punka wespół z Moskwą i Prowokacją podbiliście Jarocin 84 - wyróżnienie, zwycięstwo, wzmacniacz. Wspomnij to zdarzenie.

- Dużo szumu, dużo kurzu i było nieźle. Warto to było przeżyć - warto być tam muzykiem.

- Czy też zatańczyć tam swoje "Ostatnie pogo dla Parasola" (chodzi o artykuł, jaki z luźnych rozmów z Parasolem, doprawionych stekiem łgarstw, napisał kiedyś obecny zastępca naczelnego "Wprost").

- No właśnie, albo być widzem. Warto było to przeżyć - polecam to każdemu muzykowi, to jest jak internat lub wojsko.

- Czy coś zaczęło szwankować w kapeli po Jarocinie? Czy sukces nie uderzył wam do głowy?

- Nie, niezbyt. Można powiedzieć, że Adamskiemu robiło to nastrój, ja nadal grałem na kiepskim basie, ale później kupiłem sobie świetny bas Fendera, który niestety sprzedałem. Ale nie o tym mowa... Dalej graliśmy, ale okazało się po pewnym czasie, że perkusista z którym graliśmy w Jarocinie (śp. Grala) nie nadawał się do dalszej gry i wokalista, czyli Budzyński, nie nadawał się do dalszego śpiewania. Nie mógł zaśpiewać tego, co Adamski od niego wymagał. Tak właściwie zmienił się styl muzyczny z punk rocka na nową falę - to był ten moment zaraz po Jarocinie.

- A jak doszło do nagrania płyty "Nowa Aleksandria"?

- W Opolu wygraliśmy konkurs, właściwie na spółkę z Randez Vous i Tonpress zaproponował nagranie płyty.

- W międzyczasie około roku 1985/86 bodajże raz ukazał się w TVP wasz teledysk "Misiowie puszyści" - skąd jak na owe czasy taki zajebisty pomysł?

- Wiesz, o to akurat trzeba by pytać autora, czyli Adamskiego lub gościa, który z nami to kręcił, był to bardzo fajny koleś. Gdyby nie on, to nikt by tu nie podskoczył. Facet był wszędzie, pod huśtawką, na ślizgawce, pod rzeźnią, w kanale - dokładnie wszędzie. I jeszcze mówił do Adamskiego "królu" i było cudownie. Praca kamerzysty na tym polega - zajebisty gość.

- Jak widziałeś późniejsze dokonania nowofalowej Siekiery - jak oceniasz je dzisiaj?

- Musze tu powiedzieć o muzykach, którzy doszli po odejściu Grali i Budzyńskiego. Na perkusji Zbyszek Musiński a na instrumentach klawiszowych Paweł Młynarczyk.

- Po ukazaniu się "Aleksandrii" "sława" Siekiery zaczęła wyciszać się - odeszła punkowa publika, a nowi odbiorcy nie byli tak wierni jak punkowcy.

- Można powiedzieć, że zaczęło się wyciszać. Słaba promocja, ale nie chcę mówić z jakich powodów - sprawy osobiste, rozumiesz - autorów-założycieli grupy. Poza tym był to taki czas mało sprzyjający rozwojowi jakiejkolwiek kultury w Polsce i grupa przez to się nie rozwinęła. Bo tak, jak my to widzieliśmy, to planowaliśmy olbrzymi rozwój i widzieliśmy się o wiele dalej niż tam, gdzie doszliśmy - tak bym powiedział. Wracając do teledysku to był puszczony tylko raz i został zakazany w ogóle przez cenzurę - to że goła baba się tam pojawiła i tekst był taki jaki był - nie był antykomunistyczny, on był bardzo realny na tamte czasy i na te czasy, które są. Szewców nie ma - są fabryki.

- Powróćmy do Jarocina 84. Adamski udzielił tam słynnego bulwersującego wywiadu redaktorce "Polityki", po którym odsądzono was od czci i wiary. Czy były to kolejna prowokacja obyczajowa Dzwona?

- Nie. Dzwon całe życie lubił prowokować, manipulować, skandalizować i kombinować w ogóle. To jest jego całe życie - ja myślę, że on nawet w tej chwili kombinuje coś niezłego i jeszcze się o nim wszyscy dowiemy, niebawem nawet. A co do pani z "Polityki" to nieźle chciała namieszać - bo sądzę, że i ona miała w tym duży udział, że tak się to ukazało, w tym świetle. Bo miała taką świadomość, jak na tamte czasy, a nie inną. Adamski jej to wszystko w trochę innym świetle przedstawił. Pamiętam jak ze mną rozmawiał i mówił mi o tym - był ostro wkurwiony, że przekręciła bardzo dużo, powyrywała z kontekstu. Zamiast napisać coś uczciwego, ona odpieprzyła tylko swoją robotę.

- Ty i perkusista Grela staliście niejako na uboczu...

- Fakt, jak każda sekcja rytmiczna, czyli basista i perkusista, stoją w cieniu, bo są z tyłu, za tymi muzykami co stoją z przodu - na tym tylko polega ten cień. A tak naprawdę to nie ma żadnego cienia. Każdy jest bardzo istotny - jak ważny element w zegarze, jak cztery koła zębate.

- Nie wiem czy wiesz, że jedno demo Siekiery krąży po Polsce. Wyszło tego podobno około 10 000 egzemplarzy.

- Było to piractwo. Adamski przymłynił gościom i temu, co to rozprowadzał i przestało się to ukazywać. Ale na pewno się ukazuje, bo to jest nie do wyplenienia. Jak jest coś, co da się słuchać, to ja się nie dziwię, że gość chce to wydawać i ludzie kupują.

- Jak się to stało, że znaleźliście się na pierwszym polskim punkowym składaku "Fala"?

- Po prostu wydawca chciał umieścić na tej płycie nasze kawałki, właśnie "Fala" i "Idzie wojna", gościu po prostu te utwory wybrał i to go zainspirowało do nazwania tej płyty - bo to jest na pewno zapożyczone od Adamskiego.

- Zrobiliście niezły boom w muzyce punk, obok Moskwy czadziliście jak nikt wcześniej w tym kraju.

- Ja sądzę, że nawet Moskwa tak nie wykaszała. Teraz mało skromnie - Moskwa grała trochę jak Discharge - grała po amerykańsku a my graliśmy po słowiańsku.

- Dlaczego kapela formatu Siekiery nie zrobiła fermentu w postaci innych nowych kapel, znam tylko DHM, ale to też historia.

- Ponieważ w Puławach tak naprawdę nie było odbiorców tej muzyki - było dużo hipisów, trochę narkomanów. Puławy to taka prowincja w zasadzie, w której nie za bardzo da się żyć, a tym bardziej tworzyć.

- Czy to prawda, że wydawaliście kiedyś jakiegoś zina?

- Nie wydawaliśmy go na dużą skalę. Może ukazało się ze 100 egzemplarzy xerowanych. Tam było ze 20 stron takich fajnych textów. Gdyby się to ukazało w kraju szerzej, to by zamieszało niejednemu palantowi we łbie i niejednemu fajnemu gościowi we łbie.

- A teraz Maliniak, pytanie na które chciałbym uzyskać jak najobszerniejszą odpowiedź. Co robiłeś po Siekierze? Czy wchłonęło cię życie rodzinno-fabryczne?

- Ha!!! Nie! Wchłonęło mnie życie bardzo atrakcyjne a oczywiście i ponure z jednej strony. Miotałem się w różnych korytarzach możliwości ludzkiego życia. Nie zrezygnowałem z muzyki, dalej z wielką pasją robię utwory. Można powiedzieć, że od pewnego czasu po kilku latach mieszkania w Puławach po rozwaleniu się grupy Siekiera, ożeniłem się i wyprowadziłem się na wieś koło Lublina. Mieszkam tu już czwarty rok z sześcioletnią córką i żoną. Teraz trochę konkretów o muzyce. A sprowadziłem się na wieś dlatego, że jest tu fajnie i poznałem bardzo fajnego kolesia, Jacka. Jest perkusistą, jakiego jeszcze nie słyszałem w tym kraju. Mogę powiedzieć to z pełną odpowiedzialnością - no chyba że Janek Rołt. Ale Jacek prezentuje zupełnie inny styl i cóż, założyłem tutaj grupę. Ponieważ w Puławach nie mogłem tego zrobić, nie mogłem nawet uzyskać miejsca na próby, nie mogłem osiągnąć nic we tym mieście - kompletne gówno. A tutaj mam swój dom w którym mogę robić próby, zainwestowałem w studio niewielkie - zaledwie cztery ślady, ale zrobiliśmy już kasetę. Grupa nazywa się KAPAWANKA i zamierzamy nagrać w Lublinie - u Janiszewskiego w studiu Hendrix kilka utworów. Chcemy to dalej robić. Jeśli chodzi o styl muzyczny to nie podpisuję się pod żadnym stylem, ponieważ zamierzamy penetrować style muzyczne - bo przeleciałem już wiele stylów. M.in. grałem z Celestynem z Nigerii afrykańską muzykę reggae, w międzyczasie grałem muzykę chasydzką, jeszcze grałem z kolegami na bębnach bardzo długo. A teraz mam kapelę i sobie gramy.

- Jeszcze chciałbym zapytać o DHM, kapelę m.in. twojego brata. Czy jest obecnie w Puławach jakaś scena?

- Scena puławska właściwie jest dla mnie totalnie za mgłą. Nie znam teraz sceny puławskiej. Ale chyba nic się nie dzieje, muszę powiedzieć, że ten DHM zaistniał, ale to był cień Siekiery, ale tylko cień. Właściwie też nieudany cień Killing Joke. Poza tym muszę powiedzieć, że odegrał tam duże znaczenie perkusista - mój brat. Ale teraz nie dzieje się w Puławach chyba nic.

- Czy chciałbyś powiedzieć coś jeszcze o Siekierze. Jakie znaczenie odegrała gra w tej kapeli w twoim życiu?

- To było jak w wojsku, albo jak bycie w faszystowskim wojsku momentami.

- Dzięki za wywiad.

powrót na górę strony
powrót do artykułów prasowych